Zapowiadał się bardzo ciekawy i pełen wrażeń dzień. Wczesnym porankiem wsiadłam do pociągu jadącego w kierunku Warszawy. W podróż zabrałam ze sobą książkę Pippi Pończoszanka autorstwa Astrid Lindgren. To jedna z tych pozycji, do których wraca się po latach z sentymentem, a jednocześnie odkrywa je na nowo już z zupełnie innej perspektywy. Pippi to zabawna, pełna radości, wolności, niezależności i odwagi bycia sobą dziewczynka. To bohaterka, która nie przejmuje się konwenansami, żyje po swojemu i patrzy na świat z dziecięcą ciekawością. Mieszka sama w Willi Śmiesznotce, śpi z nogami na poduszce, nosi różne skarpetki i ma siłę większą niż wszyscy dorośli razem wzięci. Książka Lindgren mimo upływu lat nadal pozostaje lekka, mądra i niezwykle zabawna. Idealna lektura na podróż.

Warszawa przywitała mnie deszczem. Parasol okazał się absolutnie niezbędny, a moje obuwie już po krótkim spacerze zaczęło przypominać bardziej mały basen niż coś, w czym można komfortowo chodzić. Nie chciałam ryzykować przeziębienia, więc jednym z punktów programu stał się nagły skok do sklepu obuwniczego po nowe buty i suche skarpetki. I choć aura była daleka od idealnej, kompletnie nie zepsuła mojego humoru. Wręcz przeciwnie — w tym wszystkim było coś bardzo „nordyckiego”.

Po przyjeździe do stolicy od razu skierowałam się do Moomin Cafe Warsaw. Odkąd dowiedziałam się, że w Warszawie otwarto kawiarnię inspirowaną światem Muminków, wiedziałam, że muszę ją odwiedzić. I absolutnie się nie rozczarowałam. To niewielka kawiarnia przenosząca gości prosto do Doliny Muminków — świata dobrze znanego z dzieciństwa. Na stolikach stoją małe słoiczki z „zapachem Doliny Muminków”, wokół pełno jest maskotek przedstawiających Muminki, Małą Mi, Włóczykija czy Hatifnatów. Najbardziej uwagę przyciągały ławki z oparciami stylizowanymi właśnie na Hatifnatów — wyglądały świetnie i dodawały miejscu charakteru. Sama przestrzeń jest jednak dość chaotyczna i trochę brakuje jej spójnej aranżacji.

Menu jest pełne odniesień do muminkowego świata. Można tam znaleźć różne herbatki inspirowane bohaterami, aromatyczne mieszanki owocowe i korzenne, a także słodkości o bajkowych formach i nazwach. Ja skusiłam się na deser Hatifnatowie z malinami — delikatny, kremowy, bardzo efektowny wizualnie i naprawdę pyszny.

Poza kawiarnią działa też sklepik, w którym można kupić książki o Muminkach, skarpetki, długopisy, notesy, słodycze, kubki i przepiękną porcelanę Arabia Finland z kultowymi muminkowymi wzorami. Mam już kilka kubków tej marki w domu oraz innych gadżetów, tak więc nie pokusiłam się o zakup nowych. Wszystko bardzo „czadowe”.

Po pysznym doświadczeniu w krainie Muminków przyszła pora na mniej bajkową część dnia, czyli ratowanie moich stóp. Zakup nowych butów i suchych skarpetek okazał się jedną z najlepszych decyzji wyjazdu. Dopiero wtedy mogłam spokojnie ruszyć dalej. A że do spektaklu miałam jeszcze sporo czasu, postanowiłam przejść pieszo około sześciu kilometrów w stronę Teatr Rampa na Targówku .

Spektakl inspirowany przygodami Pippi był dokładnie taki, jak można sobie wyobrazić: kolorowy, głośny, radosny i pełen energii. Było mnóstwo śpiewu, tańca i interakcji z publicznością. Aktorzy regularnie schodzili ze sceny, przybijali dzieciom „piątki”, zachęcali do wspólnego klaskania i śpiewania. Widać było, że mali widzowie bawili się znakomicie. To zdecydowanie przedstawienie stworzone z myślą o dzieciach. Mnie jednak trochę zabrakło w nim ducha Szwecji, z której wywodzi się bohaterka. W historii Pippi zawsze czułam pewien charakterystyczny skandynawski klimat — prostotę, naturę, wolność i lekki melancholijny spokój ukryty pod warstwą dziecięcej energii. Nie do końca rozumiem też, dlaczego w Polsce, również w tym w spektaklu, tak często używa się formy „Pippi Langstrumpf”, zaczerpniętej z niemieckiego tłumaczenia, skoro oryginalne szwedzkie nazwisko brzmi Pippi Långstrump, a polska wersja „Pończoszanka” jest naprawdę urocza i brzmi bardzo naturalnie

Po spektaklu ruszyłam spacerem w stronę dworca Warszawa Wschodnia. Nad miastem w końcu pojawiło się słońce. Cały ten wyjazd przypominał trochę powrót do świata dzieciństwa. Muminki, Pippi, deszczowe spacery, herbata z deserem, książka w pociągu — wszystko miało w sobie coś bardzo skandynawskiego. Bez pośpiechu. Bez perfekcji. I może właśnie dlatego ten dzień był tak udany.

 

Maj 2026

Możesz również cieszyć się: