19 lipca 2026 roku postanowiłem wybrać się na jednodniową wycieczkę motocyklową po północnej Szwecji. Nie była to daleka wyprawa – zaledwie około 300 kilometrów – ale właśnie takie podróże często pozostawiają najwięcej wspomnień. Celem były dwa niezwykłe miejsca regionu Västerbotten: malownicza latarnia morska w Bjuröklubb oraz dolina rzeki Byske z jednym z najbardziej znanych łososiowych szlaków w kraju.
W stronę latarni morskiej Bjuröklubb
Około godziny 10:00 wyjechałem z Piteå, kierując się drogą E4 na południe. Po minięciu Skellefteå odbiłem na wschód, w stronę wybrzeża Zatoki Botnickiej. Do celu było około 136 kilometrów, a spokojna jazda zajęła niespełna półtorej godziny.
Bjuröklubb znajduje się na końcu skalistego półwyspu i jest częścią rezerwatu przyrody Bjuröklubb (Bjuröklubbs naturreservat). To jedno z najbardziej charakterystycznych miejsc na wybrzeżu północnej Szwecji. Surowe granitowe skały, szkierowe wybrzeże oraz niemal niekończący się widok na Zatokę Botnicką sprawiają, że miejsce ma wyjątkowy klimat.
Po zaparkowaniu motocykla do latarni prowadzi około trzystumetrowy spacer drewnianymi kładkami i ścieżkami. Po drodze rozmieszczono tablice edukacyjne opisujące miejscową florę i faunę oraz historię tego miejsca. Można przeczytać o życiu dawnych latarników, rybaków i pilotów morskich, którzy przez stulecia pomagali statkom bezpiecznie pokonywać zdradliwe szkierowe wybrzeże.
Na końcu ścieżki stoi zabytkowa latarnia morska górująca nad granitowym klifem. Widok z tego miejsca trudno opisać słowami. Przed oczami rozciąga się bezkres Zatoki Botnickiej, a przy dobrej pogodzie horyzont niemal stapia się z niebem. To jedno z tych miejsc, gdzie człowiek mimowolnie zatrzymuje się na dłużej.
Nie dziwi więc, że spotkałem tam wielu motocyklistów z różnych części Szwecji. Drogi prowadzące do Bjuröklubb są bardzo dobrej jakości, ruch jest niewielki, a sama podróż daje ogromną przyjemność.
Po około godzinie spędzonej na wzgórzu, podziwianiu panoramy i chłonięciu spokoju tego miejsca, zszedłem niżej, w stronę niewielkiej zatoki znajdującej się poniżej parkingu.
Tutaj krajobraz nabiera zupełnie innego charakteru. Surowe skały ustępują miejsca spokojniejszemu fragmentowi wybrzeża z niewielką przystanią, osłoniętą od fal Zatoki Botnickiej. To idealne miejsce, aby usiąść na chwilę blisko wody, wsłuchać się w szum fal i zwyczajnie nacieszyć się ciszą.
Sam półwysep Bjuröklubb jest bardzo popularny wśród osób podróżujących kamperami oraz z przyczepami kempingowymi. Nie zatrzymują się oni przy samej przystani, lecz korzystają z parkingów i miejsc postojowych rozsianych po okolicy oraz w pobliżu rezerwatu. Wielu odwiedzających przyjeżdża tutaj na cały dzień, a niektórzy pozostają nawet kilka dni, aby cieszyć się spokojem i niezwykłą przyrodą tego miejsca.
Bjuröklubb od wieków miał ogromne znaczenie dla żeglugi po Zatoce Botnickiej. Liczne podwodne skały i szkierowe wybrzeże stanowiły poważne zagrożenie dla statków, dlatego już w XIX wieku wybudowano tutaj latarnię morską, która do dziś jest jednym z symboli tego fragmentu wybrzeża.
W stronę rzeki Byske
Po odpoczynku ruszyłem w drogę powrotną, zatrzymując się jeszcze w Laxobservatoriet, niedaleko miejscowości Byske. To około 120 kilometrów jazdy z Bjuröklubb.
Laxobservatoriet położone jest nad rzeką Byskeälven, jedną z najbardziej znanych rzek łososiowych w północnej Szwecji. Każdego roku tysiące łososi atlantyckich oraz troci wędrownych wracają tędy z Morza Bałtyckiego, aby odbyć tarło.
Największą atrakcją obiektu jest podwodny tunel obserwacyjny, pozwalający oglądać ryby przepływające tuż za szybą. Niestety podczas mojej wizyty obiekt przechodził remont i tunel był zamknięty, dlatego nie udało mi się zobaczyć łososi.
Szybko jednak okazało się, że samo otoczenie jest równie interesujące.
Rzeka przeciska się tutaj pomiędzy granitowymi progami, tworząc bystrza i niewielkie kaskady. Tysiące lat temu cały teren ukształtował lądolód, pozostawiając charakterystyczne wygładzone skały i szerokie doliny rzeczne. Spacerując drewnianymi ścieżkami można obserwować, jak rwąca woda nieustannie rzeźbi krajobraz.
Obok znajduje się niewielka elektrownia wodna, która od ponad stu lat wykorzystuje energię rzeki. W początkach XX wieku część zastosowanych urządzeń pochodziła z Niemiec, między innymi z Berlina, co było w tamtych czasach częstą praktyką przy budowie nowoczesnych zakładów przemysłowych w Skandynawii.
Poniżej progów wodnych udało mi się dostrzec duże ryby stojące w nurcie. Najprawdopodobniej były to łososie atlantyckie lub trocie wędrowne, odpoczywające przed pokonaniem kolejnych odcinków rzeki. Nawet bez możliwości wejścia do tunelu obserwacyjnego widok robił ogromne wrażenie.
Cały teren został bardzo dobrze przygotowany dla odwiedzających. Znajdują się tu miejsca piknikowe, stoły, ławki oraz przygotowane paleniska, gdzie można rozpalić ognisko i spędzić kilka spokojnych godzin w otoczeniu natury.
Podczas krótkiego posiłku spotkałem dwóch rodaków z Polski, pasjonatów wędkarstwa. Rozmowa, która miała potrwać kilka minut, przeciągnęła się do około pół godziny. Początkowo rozmawialiśmy o łososiach, rzece i północnej Szwecji, jednak później temat niespodziewanie zszedł na muzykę teatralną i operową. Okazało się, że moi rozmówcy pracują w jednej z renomowanych instytucji muzycznych w Warszawie i są zawodowymi muzykami grającymi na instrumentach. To właśnie takie przypadkowe spotkania często pozostają w pamięci równie długo jak odwiedzone miejsca.
Powrót przez lasy północnej Szwecji
Ostatni odcinek prowadził z powrotem do Piteå. Około 50 kilometrów spokojnej jazdy drogami wijącymi się pomiędzy lasami, jeziorami i niewielkimi wzgórzami.
To właśnie na takich trasach motocykl pokazuje swoją prawdziwą naturę. Droga płynnie prowadzi przez kolejne zakręty, raz otwierając szerokie panoramy na jeziora, innym razem chowając się pomiędzy wysokimi sosnami. Asfalt jest dobrej jakości, ruch niewielki, a przez kilka minut można nie spotkać ani jednego samochodu.
Podczas jazdy wszystkimi zmysłami odbiera się otaczającą przyrodę. Czuć zapach nagrzanego lasu, żywicy i świeżego powietrza znad jezior. Co pewien czas pomiędzy drzewami pojawiają się niewielkie czerwone szwedzkie domy, a chwilę później droga ponownie znika wśród zieleni.
To właśnie takie chwile sprawiają, że podróż motocyklem daje znacznie więcej niż przemieszczanie się z punktu A do punktu B.
Wieczorem wróciłem do Piteå z poczuciem dobrze spędzonego dnia. Około 300 kilometrów wystarczyło, aby zobaczyć dwa niezwykłe miejsca północnej Szwecji, nacieszyć się pustymi drogami, piękną przyrodą i spotkać ludzi, z którymi zapewne nigdy wcześniej nie miałbym okazji porozmawiać.
Nie każda motocyklowa wyprawa musi prowadzić przez najwyższe góry Europy. Czasem wystarczy obrać kierunek na spokojne wybrzeże Zatoki Botnickiej i pozwolić, aby to droga stała się najpiękniejszą częścią podróży.
19 lipiec 2026