Kolejna wyprawa w poszukiwaniu dzikiej, nieokiełznanej przyrody zaprowadziła nas na Wyspę Sobieszewską. Tym razem zaplanowaliśmy wczesny spacer w kierunku rezerwatu „Mewia Łacha”, położonego na Pomorzu Gdańskim, u ujścia Wisły do Bałtyku. Już kilka minut po siódmej rano stąpaliśmy po szerokiej, jasnej plaży, ciesząc się słońcem odbijającym się w wodzie i jednostajnym szumem fal.
Poranek nad morzem ma w sobie coś wyjątkowego. Powietrze jest rześkie, światło miękkie, a przestrzeń niemal pusta. Tylko my, morze i ślady ptaków odciśnięte w wilgotnym piasku.
Przy ogrodzonej granicy rezerwatu rozłożyliśmy koc i wcześniej przygotowane śniadanie. Piknik z widokiem na bezkresną taflę morza smakował inaczej niż zwykle – spokojniej, pełniej. Siedząc na piasku, obserwowaliśmy mewy szybujące nad wodą i wsłuchiwaliśmy się w szum morza. To był jeden z tych momentów, kiedy nie potrzeba niczego więcej.
Po krótkim odpoczynku ruszyliśmy wzdłuż wygrodzonego obszaru, gdzie swoje miejsca lęgowe mają ptaki. Teren ten jest niedostępny dla turystów, aby zapewnić skrzydlatym mieszkańcom bezpieczeństwo. Wędrując wyznaczoną ścieżką w stronę punktu obserwacyjnego, przez cały czas towarzyszył nam śpiew i charakterystyczne nawoływania różnych gatunków ptaków.
Rezerwat „Mewia Łacha” został utworzony w 1991 roku, aby chronić unikatowy krajobraz ujścia Wisły oraz cenne siedliska ptaków wodno-błotnych. Obejmuje piaszczyste łachy, wydmy, trzcinowiska i fragmenty lasów nadmorskich. To teren dynamiczny – linia brzegowa i układ wysp zmieniają się pod wpływem wiatru, prądów morskich oraz samej rzeki.
Obszar ten stanowi jedno z najważniejszych miejsc lęgowych rybitw i mew w Polsce. Spotkać tu można m.in. rybitwę czubatą, sieweczki czy ostrygojady. Dzięki ścisłej ochronie przyrody miejsce to zachowało swój pierwotny charakter, mimo że znajduje się stosunkowo blisko Gdańsk.
Docierając do ujścia Wisła, zatrzymaliśmy się przy niewielkim punkcie widokowym, gdzie umieszczono tablice przedstawiające gatunki ptaków występujących na tym obszarze. To doskonałe miejsce do obserwacji przyrody – zarówno tej skrzydlatej, jak i tej znacznie większej.
To właśnie tutaj można dostrzec foki szare wylegujące się na piaszczystych łachach w pobliżu brzegu. Widok kilkunastu, a czasem nawet kilkudziesięciu osobników odpoczywających w słońcu robi ogromne wrażenie. Foka szara jest największym drapieżnym ssakiem Bałtyku. Jeszcze kilkadziesiąt lat temu była w tych wodach rzadkością, głównie z powodu działalności człowieka i zanieczyszczeń środowiska. Obecnie populacja stopniowo się odbudowuje, a okolice Mewiej Łachy stały się jednym z jej ważniejszych siedlisk w Polsce.
Obserwowanie fok z bezpiecznej odległości uczy pokory wobec natury. To one są tu gospodarzami, my jedynie gośćmi.
W drogę powrotną ruszyliśmy wzdłuż ujścia Wisły, a następnie przez nadmorski las. Ścieżka prowadziła w cieniu drzew, dając wytchnienie od słońca. Spacer zajął nam dłuższą chwilę, nim dotarliśmy do samochodu. Takie poranki nie zdarzają się codziennie.
Niedzielna wędrówka okazała się znakomitym sposobem na rozpoczęcie dnia. Sprzyjała szczerym rozmowom, pozwoliła uporządkować myśli i nacieszyć się bliskością natury. Czas spędzony w „Mewiej Łasze” przypomniał mi, jak niewiele potrzeba, by poczuć wdzięczność – wystarczy wstać wcześnie, wyjść na plażę i dać się ponieść ciszy poranka.
19.05.2024